poniedziałek, 16 lipca 2012

Number Six

"Jak nigdy nikogo"


•Niall
-Niall odejdź na chwilę od tego żarcia i otwórz drzwi!- usłyszałem krzyki, chyba Liama.
-Nie chce mi się!- odkrzyknąłem pochłaniając kolejny kęs kanapki.
-To nie dostaniesz naleśników na kolację!- krzyknął.
-Już otwieram!- zerwałem się błyskawicznie z kanapy i dotarłem do drzwi. Do środka jak burza wtargnął Zayn z półprzytomną Zannie na rękach.
-Co się stało?- spytałem przerażony, gdy Zayn kładł dziewczynę na sofę.
-Nie teraz Niall. Zawołaj którąś z dziewczyn by przebrały Zannie w jakieś suche rzeczy, ja zrobię jej zimny okład na czoło by zbić trochę gorączkę. Za 10 minut powinien przyjechać lekarz.- powiedział na jednym wydechu. Pocałował Zannie w czoło i rzucając przemoczoną bluzę na ziemię wbiegł do kuchni.

•Liam
-O Zayn, myślałem że znów znikniesz na całą noc.- spojrzałem na klęczącego przed zamrażarką mulata.
-Liam mamy jeszcze lód?- spytał ignorując to co powiedziałem.
-Tak, w ostatniej szufladzie. Coś się stało?- zaniepokoiłem się.
-Tak, Zannie leży u nas w salonie na sofie, jest półprzytomna i na pewno nie ma niskiej temperatury.- powiedział roztrzęsionym głosem, wywalając cały lód na kafelki.
-Spokojnie Zayn, ona będzie żyć, nie denerwuj się tak. Czemu nie zawiozłeś jej od razu do szpitala?- spróbowałem go uspokoić. Był cały roztrzęsiony, telepiącymi się rękoma próbował pozbierać z podłogi jak na złość wyślizgujące mu się kostki lodu. Kucnąłem obok niego i pomogłem mu.
-Akurat kiedy ją spotkałem to straciła przytomność, zadzwoniłem po taksówkę, kiedy kierowca spytał się o kierunek to powiedziałem że do miejscowego szpitala, wtedy Zannie trochę oprzytomniała i zaczęła płakać że ona nie chce do szpitala, więc zadzwoniłem tam i poprosiłem by lekarz przyjechał do nas, zaraz powinien być. Liam ja wiem że to nic poważnego, tylko gorączka i osłabienie, ale... ale ja się boję że jak ona poczuje się lepiej to znów odejdzie i znajdę ją półprzytomną.- chyba pierwszy raz widziałem go takiego załamanego, on na prawdę kocha tą dziewczynę i to zachowanie jest tego doskonałym dowodem.
-Będzie dobrze Zayn, a teraz się trochę uspokój bo też zemdlejesz. Daj zrobię ten okład.- wziąłem od niego lód i szybko zrobiłem co trzeba.
-Zayn, kochasz ją?-spytałem kiedy mulat już wychodził z kuchni. Odwrócił się do mnie przodem i blado uśmiechnął.
-Jak nigdy nikogo.- i już go nie było. Wszedłem za nim do salonu. Lia przykrywała Zannie kocem. Do salonu wparował gościu w białym kitelku.
-Mogliście mi od razu powiedzieć że chodzi o Zannie Mali, nie dziwiłbym się wtedy że nie chce przyjechać do szpitala.- powiedział i usiadł na stoliku na przeciwko Zannie.
-Chyba nie rozumiem.- powiedział nieco zdezorientowany Zayn. Lekarz rozłożył sprzęt i zaczął badać dziewczynę.
-Jak będzie chciała to panu powie czemu nienawidzi szpitala, a już zwłaszcza doktora Wetsona. Ile ma stopi?- szybko zmienił temat.
-Równo 40.- odpowiedziała przerażona Lia. Lekarz zbadał dziewczynę która powoli zaczynała majaczyć, słyszeliście kiedyś żeby dziewczyna chciała niebieski motorek w różowe słonie? Lekarz wypisał receptę z kosmiczną ilością zapewne nietanich leków i opuścił dom. Louis wraz ze swoją dziewczyną pojechał do apteki.

•Zayn
(godzina 00:30) мυѕι¢ 
-Kto by pomyślał że taka drobna osóbka, jest w stanie tak namieszać mi w życiu.- szepnąłem wpatrując się w anielską twarz Zannie.
-Przepraszam.- delikatnie podskoczyłem w miejscu, nie wiedziałem że nie śpi. Powoli otworzyła zmęczone oczy i spojrzała na mnie z delikatnym uśmiechem.
-Dobry wieczór.- odwzajemniłem uśmiech.
-Trochę bolesny, ale jak widzę ciebie to bardzo dobry.- delikatnie podniosła się na łokciach. Czy ona właśnie powiedziała że mimo bólu cieszy ją mój widok? 
-Jak się czujesz?- spytałem pomagając jej usiąść.
-Dobrze, boli mnie trochę głowa, ale nie tak bardzo.- znów się uśmiechnęła.
-Ciesze się. Co się stało z tą podłą Zannie?- spytałem, bo już trochę zaczynało mnie dziwić jej zachowanie w stosunku do mnie.
-Wróci wraz ze zdrowiem, nie mam siły udawać.- zaśmiała się cicho.
-A Zayn, dziękuję.- powiedziała dotykając łańcuszka na szyi, założyła go.
-Nie ma za co, choć.- wziąłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę balkonu.

•Zannie
Podeszłam do barierki i oparłam się o nią dłońmi. Zayn podszedł do mnie od tyłu i zrobił to samo jednocześnie obejmując mnie.
-Widzisz tą gwiazdę? Najbliżej księżyca, świeci najmocniej.- spytał wskazując mi opisany obiekt. Przytaknęłam.
-Tam były dwie gwiazdy, ta co była nazywała się Zayn i jest teraz tutaj.- dotknął mojego naszyjnika.
-A ta co dalej jest na niebie nazywa się Zannie i niedługo znajdzie się tutaj.- pokazał mi puste miejsce na oczko w swoim sygnecie. Spojrzałam na niebo, gwiazda nosząca moje imię świeciła prawie najjaśniej ze wszystkich. Odwróciłam się przodem do Zayna, spojrzałam mu głęboko w oczy, oczy którymi patrzył na mnie z taką miłością jak jeszcze nikt, patrząc tak poczułam że to właśnie ten, że on jest tym jedynym, że nikogo nie będę w stanie pokochać tak jak jego, że tylko on będzie w stanie dać mi takie ciepło, poczucie bezpieczeństwa, świadomość że jestem kochana, takie uczucie o którym marzy każda dziewczyna. Poczułam że kładzie dłoń na moim policzku, delikatnie położyłam moją dłoń na jego. Odległość miedzy naszymi twarzami powoli się zmniejszała.
-Kocham cię Zayn.- szepnęłam prawie że w jego usta.
-Kocham cię Zannie.- również szepnął i nasze usta złączyły się w pocałunku. Delikatnym, pełnym miłości pocałunku. Nasze języki stykały się w wolnym tańcu. Czułam jak moje ciało wypełnia niesamowite ciepło, serce bije tysiąc razy szybciej, a w brzuchu budzi się miliony motyli. Tak, kocham go.
-Zayn?- powiedziałam wtulając się w niego kiedy nasze usta już się rozdzieliły.
-Tak?- spytał.
-Przysięgnij... przysięgnij że nigdy mnie nie opuścisz.- szepnęłam.
-Przysięgam.- odpowiedział również szeptem i pocałował mnie w czubek głowy.

-Zannie wstawaj!- poczułam że ktoś po mnie skacze. Otworzyłam leniwie oczy.
-Nialla zejdź ze mnie.- wymamrotałam chowając głowę pod kołdrę.
-Nie ma śpiochu, wstawaj!- usłyszałam tym razem głos Louisy, a następnie poczułam zimno w dolnych partiach ciała, zerwały ze mnie kołdrę.
-Wy nie dacie za wygraną?- spytałam podnosząc się do pozycji siedzącej i przecierając oczy.
-Nie.- odpowiedziały chórkiem na co się zaśmiałam.
-Ej, Zannie skąd to masz?- spytała Harriet siadając na przeciwko mnie i obracając w palcach wisiorek.
-Dostałam.- uśmiechnęłam się.
-A co to za kamyczek?- spytała.
-Gwiazda.- znów się uśmiechnęłam. Harriet spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Od kogo?- spytała.
-Od Zayna.- przygryzłam wargę.
-Jest cudowny. HARRY SKARBIE!- i już jej nie było. Sroka jedna, wypatrzy wszystko co się błyszczy.
-My idziemy na śniadanie, Zannie ogarnij się jakoś i złaź na dół.- oznajmiła Louisa.
-Ja z nią zostanę, przypilnuję by znów się nie położyła.- powiedziała Lia i usiadła obok mnie na łóżku.
-Okej czekamy na dole.- uśmiechnęła się Nialla i wyszła za Louisą.
-Całowałaś się z nim wczoraj, prawda?- spytała prosto z mostu.
-Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
-Zayn chyba jeszcze nigdy w życiu nie chodził taki szczęśliwy, z resztą ty też.- uśmiechnęła się. Przygryzłam wargę i schowałam twarz w kolanach.
-Ale on cudownie całuje, i powiedział że mnie kocha.- szepnęłam nie mogąc przestać się uśmiechać.
-Kochasz go?- spytała.
-Jak nigdy nikogo.- odpowiedziałam. Lia zaczęła się śmiać.
-No co?- spytałam zdziwiona.
-Nic, po prostu Zayn powiedział wczoraj to samo Liamowi.
____________________________________________________
Witam i na wstępie bardzo, bardzo, bardzo przepraszam że tak długo nie pisałam i za to że i ten rozdzial wyszedł dość krótki. Bardzo dziękuję 1DForever! za to że skarciła mnie w komentarzu tym samym otrzeźwiając mój umysł dziękuję. A wszystkim czytelnikom (chociaż jest ich tylko garstka) obiecuję że postaram się poprawić.
Love Love Love

Komiks z tego bloga --->[LINK]

"Directioner na koncercie"

Gdy dowiaduje się że mam szanse by pojechać na koncert One Direction:














Gdy chłopacy wysiadają z samochodu:













Gdy widzę że idą w moją stronę:












Gdy chłopaki wchodzą na scenę i zaczynają śpiewać Another World:
















Gdy jeden z chłopaków wskazuje na mnie w tłumie:











Gdy zaczynają śpiewać Moments:










Gdy mówią że zaproszą jedną z fanek na scenę:









Gdy proszą by zwrócić na siebie uwagę, robię tak:




















Gdy dziewczyna obok mówi że na pewno mnie nie wybiorą:












Gdy kontynuuję zwracanie na siebie uwagi:

















Gdy chłopacy patrzą w moja stronę i zastanawiają się kogo wybrać:















Gdy okazuje się że wybrali mnie:









Gdy patrze na dziewczynę obok która mówiła że mi się nie uda:










Gdy chłopacy mówią że jestem śliczna:











Gdy pytam czy mogę ich przytulić, a oni się zgadzają:









Gdy Zayn mówi że jestem taka ładna jak Perrie:












Gdy śpiewam z chłopakami piosenkę:











gdy podczas śpiewania Lou i Harry zbliżają się do siebie, ale nie całują:


















Gdy chłopaki mówią że może czas zaprosić na scenę jakąś inna fankę:













Gdy chłopacy mówią że nie są gejami:











Gdy Liam śpiewa, a ja leżę i na niego patrzę:










Gdy Harry śpiewa swoją solówkę:


















Gdy chłopacy pytają czy już na zawsze będę ich fanką:











Gdy Zayn pyta czy lubię Perrie:









Gdy mówią że czas się pożegnać:











Gdy się żegnamy:














Gdy odchodzę:

niedziela, 3 czerwca 2012

Taka sobie błaha błahostka

Ja se normalnie siedzę u mojej kumpeli, przepisuje zeszyt od historii, a obok mnie siedzi jej starsza siostra która przegląda jakieś blogi w stylu anime, manga itp. i tak jakoś zerkając jej przez ramię rzuciły mi się w oczy interesujące obrazki.
Tak więc, czy tylko ja widząc obrazki NARUTO I SASUKE to myślę ZIALL?!







środa, 30 maja 2012

Number Five

"Kawałek Nieba"


Zatrzymałam się przed wielkim budynkiem, którego większość ścian zajmowały ogromne szyby z których biło niesamowite światło odbijane przez tysiące różnego rodzaju biżuterii. Wyjęłam pudełko z kieszeni i ponownie sprawdziłam adres, następnie spojrzałam na tabliczkę na budynku, adres się zgadza. Weszłam do środka i od razu skierowałam się do lady, mijając po drodze krzywo patrzące na mnie dziewczyny, no tak, one były w wytwornych ciuchach i profesjonalnym makijażu, a ja w trampkach, rurkach, bluzie i jak znam życie rozmazanym makijażu.
-Dzień dobry. Czy to było zakupione tutaj?- spytałam podając młodej kobiecie pudełko. Obracała je chwilę w palcach i otworzyła, chwilę przyglądała się naszyjnikowi.
-Owszem, to jest z naszego sklepu.- odpowiedziała zamykając pudełko.
-A może mi pani powiedzieć coś o tym naszyjniku?- spytałam. Ponownie otworzyła pudełko i wyjęła ze środka łańcuszek, założyła okulary i uważnie przyjrzała się cyfrom wygrawerowanym przy zapince, następnie cyfry te wystukała na laptopie.
-Łańcuszek nosi nazwę "Kawałek nieba", zakupiony został przedwczoraj, zapłacono gotówką, jest to szczere srebro, a kamień to kawałek meteorytu, czyli gwiazdy, stąd też nazwa, jest oszlifowany i lekko posrebrzany, stąd też połysk. No to by było na tyle.- wyczytała z komputera.
-A wie pani może kto go kupił?- wypytywałam dalej.
-Dokładnych danym niestety nie znam, ale wiem że to był wysoki chłopak o ciemnej karnacji, wymodelowanych włosach i ciemnych oczach, tyle mogę pani o nim powiedzieć.- oddała mi pudełko.
-A... ile kosztował ten naszyjnik?- spytałam lekko zażenowana.
-Skoro ma to pani od tego chłopca to niestety nie mogę pani udzielić tej informacji.- odpowiedziała, okej Zannie oddychaj, nie będziesz się tłukła w miejscu publicznym...
-W jakiej cenie jest najtańsza rzecz w tym sklepie?- spytałam. Znów zaczęła stukać w klawiaturę.
-300$- odpowiedziała.
-A co jest tą najtańszą rzeczą?- spytałam. Kobieta schyliła się i wyjęła zza lady malutki, srebrny kolczyk. Trzysta dolców za takie coś?! To ja nie mam więcej pytań...
-Dziękuję. Żegnam.- powiedziałam i już miałam wychodzić kiedy kobieta mnie zatrzymała.
-Przepraszam, ale pani nie jest czasem Zannie Mali?- spytała.
-Tak, to ja.- odpowiedziałam, co wywołało falę szeptów od wcześniej krzywo patrzących na mnie dziewczyn.
-Może mi pani dać autograf dla mojej córki?- spytała nieśmiało.
-Ale pod jednym warunkiem.- ha nie ma nic za darmo!
-Zapewne chce pani wiedzieć ile kosztował naszyjnik prawda?- spytała znów przystając do laptopa.
-Owszem.- chwyciłam kartkę i machnęłam szybki podpis.
-15.000$- piętnaście tysięcy dolarów, piętnaście tysięcy dolarów... matko boska Zayn wydał na mnie piętnaście tysięcy dolarów!!! Kobieta wzięła ode mnie kartkę i podziękowała za autograf.
-Do widzenia.- bąknęłam i wyszłam z budynku nie zwracając uwagi na przyglądające mi się z zawiścią dziewczyny, ta niema to jak być rozpoznawalnym. Na dworze po prostu lało, ledwo wyszłam ze sklepu już wyglądałam tak jak wtedy gdy Zayn wrzucił mnie do wanny, bo 'pożyczyłam' sobie jego żel do włosów. Pięknie, mam lekką gorączkę, a po tej kąpieli to mnie będą musieli w szpitalu odwiedzać, pleee... Zannie nie zapeszaj! Wyjęłam z kieszeni pudełko, z pudełka naszyjnik, a naszyjnik z kolei założyłam na szyję, chociaż nie wiem jak tego dokonałam mając tak mokre ręce. Narzuciłam kaptur na głowę, wcisnęłam ręce do kieszeni i pomaszerowałam do domu. Bluza już całą powierzchnią przylegała mi do ciała, z włosy do twarzy, makijaż zapewne zdobił mi już nie tylko oczy i usta. Z każdym krokiem było mi coraz gorzej, coraz zimniej i głowę mi po prostu rozsadzało, jakby zaraz miała eksplodować, a nogi chwiały się na prostej drodze, modliłam się tylko o to że jak mam zemdleć to żebym chociaż zdążyła dojść do domu.
Byłam jakieś dwie ulice od mojego domu, kiedy po drugiej stronie drogi zauważyłam kogoś o podobnym chodzie co ja, czyli opuszczona głowa z naciągniętym kapturem, ręce wbite w kieszenie, taki chód mam tylko ja i Zayn. Nie chciałam się teraz z nim wiedzieć, ani teraz, ani nigdy, ale jak już mam zemdleć na ulicy to wolę w jego ramiona. Chciałam go zawołać, ale kiedy  tylko wykrzyknęłam pierwszą literę jego imienia, w głowie mi zahuczało, zakręciło, eksplodowało, no wszystko na raz, z bólu zacisnęłam oczy, a z moich ust wydobył się głośny syk, poczułam tylko jak chwieje się na nogach i upadam na twardy chodnik.
____________________________________________________
Taki sobie króciutki. Rozdział ten jest w ramach tego że teraz robię baaaaaaaaaaardzo długą przerwę w pisaniu, albowiem niedługo koniec roku szkolnego a ja jestem zagrożona z czterech przedmiotów, z tym jeszcze niezaliczony pierwszy semestr z chemii, o to czy zdam to się nie martwię, bo zdam na pewno, martwię się tylko tym że tak długo nie będę mogła pisać, ale kto wie może mi się uda coś poskrobać w weekendy i napisze jakiś dłuższy rozdział. Tak więc przepraszam i żegnam na jakiś czas, trzymajcie za mnie kciuki na poprawkach ;)

Komiks z tego bloga ---> [LINK]

"Kupując płytę One Direction"

Przed sklepem:















Wchodzę do sklepu:











Mama: Może wolisz Adele, albo coś?

Ja:











Gdy widzę płytę na półce:











Dwie minuty później:
Ja: Jestem taka dumna!











Taniec szczęścia między półkami:





















Mój tata:


















Ja:











Gdy dostaję płytę i płacę:


















Mój brat: Jesteś dziwna...

















Gdy wychodzę ze sklepu:










W samochodzie gdy włączam płytę:









Ja: Tato co o tym sądzisz?

Tata:











Śpiewam wszystkie piosenki z pamięci, mama patrzy zdziwiona.
Mama: No, widzę że ich lubisz. Naprawdę świetnie znasz wszystkie teksty.

Ja: Dzięki, dzięki. Dość tych komplementów.