środa, 30 maja 2012

Number Five

"Kawałek Nieba"


Zatrzymałam się przed wielkim budynkiem, którego większość ścian zajmowały ogromne szyby z których biło niesamowite światło odbijane przez tysiące różnego rodzaju biżuterii. Wyjęłam pudełko z kieszeni i ponownie sprawdziłam adres, następnie spojrzałam na tabliczkę na budynku, adres się zgadza. Weszłam do środka i od razu skierowałam się do lady, mijając po drodze krzywo patrzące na mnie dziewczyny, no tak, one były w wytwornych ciuchach i profesjonalnym makijażu, a ja w trampkach, rurkach, bluzie i jak znam życie rozmazanym makijażu.
-Dzień dobry. Czy to było zakupione tutaj?- spytałam podając młodej kobiecie pudełko. Obracała je chwilę w palcach i otworzyła, chwilę przyglądała się naszyjnikowi.
-Owszem, to jest z naszego sklepu.- odpowiedziała zamykając pudełko.
-A może mi pani powiedzieć coś o tym naszyjniku?- spytałam. Ponownie otworzyła pudełko i wyjęła ze środka łańcuszek, założyła okulary i uważnie przyjrzała się cyfrom wygrawerowanym przy zapince, następnie cyfry te wystukała na laptopie.
-Łańcuszek nosi nazwę "Kawałek nieba", zakupiony został przedwczoraj, zapłacono gotówką, jest to szczere srebro, a kamień to kawałek meteorytu, czyli gwiazdy, stąd też nazwa, jest oszlifowany i lekko posrebrzany, stąd też połysk. No to by było na tyle.- wyczytała z komputera.
-A wie pani może kto go kupił?- wypytywałam dalej.
-Dokładnych danym niestety nie znam, ale wiem że to był wysoki chłopak o ciemnej karnacji, wymodelowanych włosach i ciemnych oczach, tyle mogę pani o nim powiedzieć.- oddała mi pudełko.
-A... ile kosztował ten naszyjnik?- spytałam lekko zażenowana.
-Skoro ma to pani od tego chłopca to niestety nie mogę pani udzielić tej informacji.- odpowiedziała, okej Zannie oddychaj, nie będziesz się tłukła w miejscu publicznym...
-W jakiej cenie jest najtańsza rzecz w tym sklepie?- spytałam. Znów zaczęła stukać w klawiaturę.
-300$- odpowiedziała.
-A co jest tą najtańszą rzeczą?- spytałam. Kobieta schyliła się i wyjęła zza lady malutki, srebrny kolczyk. Trzysta dolców za takie coś?! To ja nie mam więcej pytań...
-Dziękuję. Żegnam.- powiedziałam i już miałam wychodzić kiedy kobieta mnie zatrzymała.
-Przepraszam, ale pani nie jest czasem Zannie Mali?- spytała.
-Tak, to ja.- odpowiedziałam, co wywołało falę szeptów od wcześniej krzywo patrzących na mnie dziewczyn.
-Może mi pani dać autograf dla mojej córki?- spytała nieśmiało.
-Ale pod jednym warunkiem.- ha nie ma nic za darmo!
-Zapewne chce pani wiedzieć ile kosztował naszyjnik prawda?- spytała znów przystając do laptopa.
-Owszem.- chwyciłam kartkę i machnęłam szybki podpis.
-15.000$- piętnaście tysięcy dolarów, piętnaście tysięcy dolarów... matko boska Zayn wydał na mnie piętnaście tysięcy dolarów!!! Kobieta wzięła ode mnie kartkę i podziękowała za autograf.
-Do widzenia.- bąknęłam i wyszłam z budynku nie zwracając uwagi na przyglądające mi się z zawiścią dziewczyny, ta niema to jak być rozpoznawalnym. Na dworze po prostu lało, ledwo wyszłam ze sklepu już wyglądałam tak jak wtedy gdy Zayn wrzucił mnie do wanny, bo 'pożyczyłam' sobie jego żel do włosów. Pięknie, mam lekką gorączkę, a po tej kąpieli to mnie będą musieli w szpitalu odwiedzać, pleee... Zannie nie zapeszaj! Wyjęłam z kieszeni pudełko, z pudełka naszyjnik, a naszyjnik z kolei założyłam na szyję, chociaż nie wiem jak tego dokonałam mając tak mokre ręce. Narzuciłam kaptur na głowę, wcisnęłam ręce do kieszeni i pomaszerowałam do domu. Bluza już całą powierzchnią przylegała mi do ciała, z włosy do twarzy, makijaż zapewne zdobił mi już nie tylko oczy i usta. Z każdym krokiem było mi coraz gorzej, coraz zimniej i głowę mi po prostu rozsadzało, jakby zaraz miała eksplodować, a nogi chwiały się na prostej drodze, modliłam się tylko o to że jak mam zemdleć to żebym chociaż zdążyła dojść do domu.
Byłam jakieś dwie ulice od mojego domu, kiedy po drugiej stronie drogi zauważyłam kogoś o podobnym chodzie co ja, czyli opuszczona głowa z naciągniętym kapturem, ręce wbite w kieszenie, taki chód mam tylko ja i Zayn. Nie chciałam się teraz z nim wiedzieć, ani teraz, ani nigdy, ale jak już mam zemdleć na ulicy to wolę w jego ramiona. Chciałam go zawołać, ale kiedy  tylko wykrzyknęłam pierwszą literę jego imienia, w głowie mi zahuczało, zakręciło, eksplodowało, no wszystko na raz, z bólu zacisnęłam oczy, a z moich ust wydobył się głośny syk, poczułam tylko jak chwieje się na nogach i upadam na twardy chodnik.
____________________________________________________
Taki sobie króciutki. Rozdział ten jest w ramach tego że teraz robię baaaaaaaaaaardzo długą przerwę w pisaniu, albowiem niedługo koniec roku szkolnego a ja jestem zagrożona z czterech przedmiotów, z tym jeszcze niezaliczony pierwszy semestr z chemii, o to czy zdam to się nie martwię, bo zdam na pewno, martwię się tylko tym że tak długo nie będę mogła pisać, ale kto wie może mi się uda coś poskrobać w weekendy i napisze jakiś dłuższy rozdział. Tak więc przepraszam i żegnam na jakiś czas, trzymajcie za mnie kciuki na poprawkach ;)

Komiks z tego bloga ---> [LINK]

"Kupując płytę One Direction"

Przed sklepem:















Wchodzę do sklepu:











Mama: Może wolisz Adele, albo coś?

Ja:











Gdy widzę płytę na półce:











Dwie minuty później:
Ja: Jestem taka dumna!











Taniec szczęścia między półkami:





















Mój tata:


















Ja:











Gdy dostaję płytę i płacę:


















Mój brat: Jesteś dziwna...

















Gdy wychodzę ze sklepu:










W samochodzie gdy włączam płytę:









Ja: Tato co o tym sądzisz?

Tata:











Śpiewam wszystkie piosenki z pamięci, mama patrzy zdziwiona.
Mama: No, widzę że ich lubisz. Naprawdę świetnie znasz wszystkie teksty.

Ja: Dzięki, dzięki. Dość tych komplementów.

wtorek, 22 maja 2012

Number Four

"Miłość- choroba powszechnie znana wśród nastolatków"


Spojrzałam na zegarek, 8:03. Czemu już nie śpię? Zaraz się chyba spytam tej pieprzniętej muchy, która lata jak porypana po moim pokoju budząc mnie ze snu swoim pieprzonym bzyczeniem! Głowa mnie boli, co się wczoraj działo? Chyba nie piłam, zapamiętała bym chociaż moment kiedy zaczynałam pić, a tu nic! Usłyszałam jak ktoś molestuje pięścią drzwi od mojego pokoju.
-Proszę.- powiedziałam, bo jak bym spróbowała krzyknąć to łeb by mi eksplodował. Po moich słowach w uchylonych drzwiach ujrzałam krótkie, rozczochrane, ciemne włosy i zmęczone, czekoladowe oczy... Zayn.
-Dzień dobry. Można?- spytał lekko się uśmiechając. Ten uśmiech ah... co się ze mną dzieje?!
-No właź zanim się rozmyślę.- powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i wszedł do pokoju, był w... samych bokserkach! Czemu on mi to robi?! Nogą zamknął za sobą drzwi. Na komodzie obok łóżka postawił tacę z miską, na mój nos w misce był rosół.
-Głodna?- spytał siadając na brzegu łóżka.
-Jak wilk, ale pierw łazienka, natura wzywa.- powiedziałam odkrywając kołdrę i od razu przykrywając się z powrotem, byłam w samych majtkach i krótkiej bokserce. Zayn zaśmiał się pod nosem.
-Byłbyś łaskaw mi jakieś spodnie podać, a nie siedzisz i zęby suszysz.- zwróciłam się do niego.
-Zachowujesz się jak bym dziewczyny w bieliźnie nie widział.- zaśmiał się.
-No racja, bo ty kurde pies na baby! Lowelas się znalazł. Dobra, ale nie patrz!- zagroziłam mu palcem na co on zakrył oczy dłońmi, wyglądał uroczo, jak mały chłopiec, z tym uśmiechem i zaglądaniem przez szpary w palcach!
-No nie patrz!- powiedziałam naburmuszona.
-No dobra, dobra. Już nie patrzę.- powiedział wystawiając język i zaciskając palce. Pomachałam mu ręką przed oczami, nie zareagował, no jest good. Powoli wygramoliłam się spod kołdry i podreptałam w kierunku łazienki.
-Ty masz tatuaż na plecach i pośladku?!- usłyszałam za sobą kiedy już łapałam za klamkę od łazienki.
-Zayn zboczeńcu! Mówiłam że masz nie patrzeć!-krzyknęłam odwracając się do niego przodem i instynktownie łapiąc się za lewy pośladek na którym widniał tatuaż.
-A tatuażysta mógł tak?- powiedział opierając ręce na biodrach.
-Tatuażystka, a na dodatek moja znajoma.- przedrzeźniałam go również opierając ręce na biodrach. Zayn trochę się zmieszał i znów zakrył oczy dłońmi.
-Zboczuch.- mruknęłam pod nosem otwierając drzwi do łazienki.
-Słyszałem.- odparł oburzony mulat, zaśmiałam się i weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi.

•Zayn•
Kiedy usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi zdjąłem dłonie z oczu. Jeszcze miałem przed nimi półnagą sylwetkę Zannie, delikatnie brązową karnację, tą pięknie wyrzeźbioną figurę w kształcie klepsydry, płaski brzuch, urocze dołeczki w plecach, delikatnie zaokrąglone biodra z których lewe ozdobione było tatuażem, zgrabne, długie nogi, pupa której pozazdrościć jej może nawet Nicole Scherzinger, nieduże piersi pasujące do drobnej sylwetki, zgrabne ramiona i ręce zakończone delikatnymi dłońmi, kruczoczarne włosy opadające na prawe ramię i okalające tę piękna twarz z czekoladowymi oczami otoczonymi wachlarzem ciemnych rzęs, mały, zgrabny nosek i pełne, jasnoczerwone usta w cudownym uśmiechu. Westchnąłem głośno, przeczesałem włosy palcami i rozejrzałem się po pokoju, bardzo się zmienił od czasu kiedy Zannie się tu wprowadziła, ściany wyglądały podobnie jak w jej pokoju w rodzinnym domu, jak na zdjęciach które pokazywał mi jej tata, na ścianach pełno zdjęć i cytatów zwłaszcza z X Factora, nawet rady od jurorów były na niej zapisane. Na sznurach lampek wiszących na suficie, klamerkami były poprzyczepiane kartki z panoramami Paryża, Londynu, Barcelony, Wenecji itd. Wstałem i podszedłem do jednej ze ścian, przejechałem ręką po jednym z większych kolaży zrobionych  ze zdjęć, pocztówek i wysuszonych kwiatów, spadł na ziemię. Szybko podniosłem tą pracę i już chciałem powiesić kiedy spojrzałem na miejsce gdzie był powieszony, zamiast ujrzeć pusty kawałek fioletowej ściany zobaczyłem napis "Tajny Album nr5", a na około napisu pełno moich zdjęć. Oczy mało z orbit mi nie wyszły, patrzyłem z otwartymi ustami na zdjęcia przedstawiające mnie jak śpię, jak jem, siedzę przed telewizorem, za kulisami przed wejściem na scenę, w kuchni jak robię śniadanie, w łazience jak układam włosy, jak w ogródku toczę bitwę ze zraszaczem itd. Spojrzałem jeszcze raz na napis, "nr5" znaczy że jest ich jeszcze z co najmniej 4, o wow. Pozachwycałbym się jeszcze trochę, ale usłyszałem dźwięk spuszczanej wody, szybko powiesiłem kolaż na swoje miejsce i udałem że jestem zafascynowany zdjęciami zrobionymi w parku jak dziewczyny rzucały się na stos liści.

•Zannie•
Chwyciłam jeszcze mój szary szlafrok, zarzuciłam go na siebie i wyszłam z łazienki. Zayn oglądał zdjęcia na ścianach, stał do mnie tyłem, nie odwrócił się jak wyszłam z łazienki, może nie usłyszał. Oparłam się o drzwi i chwilę się mu przyglądałam, jego mięśniom dającym o sobie znać przy każdym ruchu, ciemnej cerze, dołeczkach w plecach, rozczochranym włosom i rozkosznym, niebieskim bokserkom w miśki. Zrzuciłam szlafrok i szybko wskoczyłam pod kołdrę wywołując przy tym niezłe skrzypnięcie łóżka, na które Zayn zareagował od razu.
-Nie zorientowałem się kiedy weszłaś.- uśmiechnął się. Podszedł do łózka i usiadł na brzegu.
-Dawaj mi ten rosół! Głodna jestem.- wyszczerzyłam się. Zayn zaśmiał się pod nosem i podał mi tacę, od razu zaczęłam pałaszować moją ulubioną zupkę.
-A powiesz mi co się wczoraj działo? Uchlałam się czy jak? Nic nie pamiętam.- spytałam.
-Miałaś gorączkę, jeszcze jak byliśmy w budynku  X Factora to miałaś 38.3, a jak dojechaliśmy do domu 38.6, całą noc zbijaliśmy ci gorączkę, dopiero gdzieś o czwartej nad ranem zbiliśmy do 36.9, wtedy zasnęłaś.- powiedział. Myślałam chwilę, pamiętam tylko jak byłam z Zaynem na dworze, potem jak wróciliśmy do budynku, ja poszłam do łazienki, potem do garderoby i dalej film mi się urwał. A nie, pamiętam jeszcze jeden szczegół, jak Zayn dawał mi swoją bluzę, nic więcej. Szybko dojadłam zupę i podałam Zaynowi tacę, by odstawił ją na komodę.
-Naprawdę siedzieliście ze mną tak długo?- spytałam. Jak tylko pomyślałam o tym że siedzieli ze mną do nocy tylko dla tego że źle się czułam to aż mi się ciepło na sercu robiło.
-Tak, to znaczy reszta już nie dawała rady i poszli spać gdzieś koło trzeciej, ale ja jeszcze posiedziałem aż zasnęłaś.- powiedział uśmiechając się nieśmiało, a w moim brzuchu jakby rozlało się coś bardzo ciepłego.
-Dziękuję Zayn. A i jeszcze jedno, czy ja coś mówiłam pod wspływem gorączki? Często wtedy majaczę.- spytałam.
-Tak, prawię cały czas prawiłaś mi komplementy, przepraszałaś że jesteś taka szorstka i co drugie słowo mówiłaś jak bardzo mnie kochasz, chyba nawet wspominałaś coś o ślubie, bliźniakach które będziesz ze mną miała i że jak już zamieszkamy razem to kupimy sobie małego geparda.- wyszczerzył się, a ja nie mogłam szczęki z łóżka pozbierać.
-Geparda? Ja już bym tygrysa wolała.- powiedziałam z oburzeniem, na co Zayn zaczął się śmiać. Chciałam być dla niego nie miła, ale coś w środku sprawiało że nie umiałam.
-Zobaczymy jak tam twoja gorączka.- podał mi termometr, który włożyłam pod pachę. Zaczął rozglądać się po pokoju.
-Ładnie się tu urządziłaś.- skomentował.
-Dziękuję.- w tej chwili zaczął pikać termometr. Wyjęłam go i podałam Malikowi.
-No 37.3, z porównaniu do wczorajszej temperatury jest super.- uśmiechnął się.
-Zayn?- powiedziałam nieśmiało, spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. -Dziękuję.- powiedziałam po chwili i delikatnie go przytuliłam. Spojrzał na mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Co?- spytałam unosząc do góry lewą brew.
-Lubisz mnie.- wyszczerzył się.
-Wcale nie.- zaprzeczyłam krzyżując ręce na piersi.
-To czemu mi podziękowałaś hę?- spytał.
-Z grzeczności.- wystawiłam mu język.
-Lubisz mnie!- krzyknął.
-Nie prawda!- ponownie zaprzeczyłam.
-Kłamiesz!- zaśmiał się.
-Ja nigdy nie kłamie!- no i znów skłamałam.
-Kłamca zawsze kłamie!- wystawił mi język.
-Nie jestem kłamcą!- walnęłam go w głowę poduszką.
-To przyznaj że mnie lubisz!- krzyknął.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-No czemu?!
-Bo cię nie lubię!
-Czemu?!
-Bo cię kuźwa kocham!!!- wykrzyknęłam mu w twarz i od razu zasłoniłam usta ręką. Malik patrzył na mnie z oczami wielkości pięciozłotówek i lekko rozchylonymi ustami.
-Zannie...
-Wyjdź.- przerwałam mu.
-Ale...
-Wyjdź!- krzyknęłam. Zayn niepewnie podniósł się z łóżka i wyszedł. Od razu wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki. Umyłam zęby, ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż i wróciłam do pokoju. Zza szafy wytargałam torbę, otworzyłam szafę i wyrzuciłam całą jej zawartość do torby, w między czasie wkładając na siebie czarne rurki i szare conversy. Jakieś dobre pół godziny zrywałam ze ścian wszystkie zdjęcia, obrazki, pocztówki itp. również wrzucając je do torby. Założyłam jeszcze bluzę którą wczoraj dał mi Zayn, wzięłam torbę i zeszłam na dół.
-Zannie, a ty dokąd?- spytała Lia widząc że wychodzę.
-Do domu. X Factor już się skończył, nie muszę tu mieszkać.- odpowiedziałam. Lia podeszła do mnie i przytuliła.
-Podwieźć cię?- spytała uwalniając mnie z uścisku.
-Ale gdzie?- spytała Nialla wchodząc do przedpokoju, a za nią cała reszta, łącznie z Zaynem, z którym z wielkim trudem próbowałam nie nawiązać kontaktu wzrokowego.
-Do domu.- odpowiedziała jej Lia.
-Co? Zannie zostań.- prosiła Nilla prawie dusząc mnie swoim uściskiem.
-Przepraszam, ale czeka na mnie Maya i tata, nie mogę ich tak samych zostawić.- powiedziałam. Każdy już bez słowa przytulił mnie na pożegnanie, tym czasem Zayn gdzieś zniknął.
-To idę, pa.- chwyciłam za klamkę, kiedy akurat z góry zbiegł Malik i mocno mnie przytulił.
-Mogę zatrzymać bluzę?- szepnęłam mu do ucha.
-Jasne. Będę tęsknił.- szepnął.
-Tato! Już jestem!- krzyknęłam. Na powitanie wybiegła mi mała, puchata kuleczka z merdającym ogonem.
-Kłaczek, jak ja cie dawno nie widziałam.- powiedziałam biorąc psa na ręce. Od razu zaczął mnie energicznie lizać po twarzy. Zaśmiałam się i z psem na rękach weszłam w głąb domu, w kuchni zastałam jakąś kobietę i Maksa który dzielił się z kobietą emocjami z ostatnich dni w pierwszej klasie.
-... no i wtedy mnie ugryzł!- skończył opowiadać głośno wzdychając na co ja się zaśmiałam
-Zannie!- krzyknęła Maks kiedy już mnie zobaczył i podbiegł do mnie przytulając się do moich nóg, postawiłam Kłaczka na podłodze i wzięłam Maksa na ręce.
-Zannie to jest pani Malik, mama Zayna.- powiedział wskazując na kobietę, co w moim domu robiła mama Malika?!
-Witaj skarbie, miło cię wreszcie poznać.- powiedziała po czym mnie przytuliła.
-Panią też.- odpowiedziałam trochę zmieszana.
-Jaka tam pani, mów mi mamo.- powiedziała z uśmiechem na co mało mi oczy z orbit nie wypadły.
-Mamo? Ale przecież naszej mamy nie ma.- powiedział zdziwiony Maks.
-Nie złotko, to nie tak. To jak dziewczynka wychodzi za mąż to mama jej męża to jest jej teściowa, czyli tak jakby druga, przyszywana mama.- powiedziała. Zaraz... czy ona właśnie nazwała się nie dość że moją teściową to jeszcze mnie przyszłą żoną Zayna?!
-Aaa.. to kiedy bierzesz ślub z Zaynem?- spytał mnie Maks.
-Nigdy.- uśmiechnęłam się do niego, głupio mi było tak mówić przy Trishy, ale co ja miałam powiedzieć siedmioletniemu chłopcu?
-Idę na górę, muszę zanieść torbę.- powiedziałam, potem nie czekając na ich reakcję, odstawiłam Maksa na ziemię, poszłam po moją torbę i weszłam na górę do mojego pokoju. Stanęłam na środku pokoju i obróciłam się w koło.
-Jak ja tęskniłam!- krzyknęłam i przytuliłam się do jednej ze ścian. Kiedy już przestałam wymieniać moje czułości ze ścianami pokoju i wszelkimi innymi obiektami w tym pokoju się znajdującymi, opadłam na łóżku i gapiłam się w sufit. Zaczęłam żałować że odeszłam od nich, od niego. teraz szczerze mogę to przyznać, kocham go jak nigdy nikogo! I dlatego nie mogłam tam zostań ani chwili dłużej. Włożyłam ręce do kieszeni bluzy w poszukiwaniu telefonu, ale zamiast tego wyczułam coś co w ogóle kształtem nie przypominało mojej komórki. Wyjęłam to i pomachałam tym sobie przed oczami. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przyjrzałam się srebrnemu pudełku które trzymałam w dłoni. Otworzyłam je niepewnie i pierwsze co zobaczyłam to białą karteczkę z napisanym na czarno zdaniem "Pamiętasz nasz pierwszy dzień? Powiedziałaś że dasz mi usiąść obok siebie jak dam Ci gwiazdkę z nieba. Teraz już będziesz musiała pozwalać mi dotrzymywać Ci towarzystwa przy siedzeniu. Kocham Cię. podpis: Zayn", pod karteczką, na malutkiej poduszeczce leżał srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie malutkiej, okrągłej klateczki, a w środku mały, lekko błyszczący kamyk. Przyglądałam się podarunkowi jakieś dobre pół godziny, a drugie pół ostatnim dwóm słowom na karteczce "Kocham Cię", i znów to przyjemne ciepło w brzuchu. Ale nie bardzo wiedziałam o co chodzi z tą gwiazdą, owszem mówiłam że chcę gwiazdkę z nieba, ale nie rozumiem powiązania tego naszyjnika, który marginesem mówiąc był przepiękny, ze zdaniem "Teraz już będziesz musiała pozwalać mi dotrzymywać Ci towarzystwa przy siedzeniu." Obracałam chwilę pudełko w dłoni aż natrafiłam na adres zakładu jubilerskiego w którym za pewnie Zayn nabył ową biżuterię. Szybko włożyłam naszyjnik z powrotem do pudełka i schowałam je do kieszeni, a karteczkę włożyłam do szuflady, zbiegłam na dół, ubrałam buty i pognałam w kierunku jubilera, który swoją drogą nie był tak daleko. Czyżby Zayn na prawdę dał mi prawdziwą gwiazdkę z nieba?
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 
Dla ciekawskich- tatuaże Zannie:
• Na lewym biodrze
• Na plecach
• Na nadgarstkach
• Na palcu wskazującym u prawej ręki
• Znak równości co do ludzi innej orientacji, karnacji, religii itp. na przed najmniejszym palcu u lewej ręki
• Na lewym pośladku (niestety nie znalazłam żadnego zdjęcia przedstawiającego tatuaż w tym konkretnym miejscu, więc zamieszczam wzór tatuażu)
____________________________________________________
Taki jakiś niemrawy i nie za długi, ale jest! Nareszcie, myślałam że już nigdy go nie napiszę, a dedykuje go osobie która już mi tu w depresję popadała, a mianowicie- Patrycji Prasał, no i polecam jej bloga [LINK] ^^

Komiks z tego bloga ---> [LINK]
"Pierwsze wrażenie"

Jak chcę podejść do chłopaków:











Jak chcę by zareagowali:

Niall:












Liam:













Zayn:
















Harry:













Louis:












Jak podchodzę na prawdę:














Jak oni reagują:

Niall:










Liam:













Zayn:














Harry:


















Louis:













Według mnie Zayn i Louis rozwalają system xD

czwartek, 26 kwietnia 2012

Number Three

"Jednak marzenie się (nie)spełniają"


-Pani Mali.- podbiegł do mnie chłopak mojego wzrostu z burzą, rozczochranych, kasztanowych włosów z niebieskimi pasemkami podkreślającymi kolor jego rozjarzonych oczu. Mały mikrofon, słuchawka w uchu, papierzyska w ręce, nogi odpadające od zabiegania, cały Eric.
-Mówiłam ci już cymbale że jestem w twoim wieku i masz do mnie nie mówić pani.- powiedziałam jak zwykle przyglądając się jego wściekle niebieskim oczom podkreślonym czarną kredką, nie jest gejem i mimo tego makijażu oczu nawet na niego nie wygląda.
-Za bardzo się ciebie boję, wolę dmuchać na zimno.- powiedział przeglądając papiery.
-Oj dramatyzujesz, to że tam cię zbiłam parę razy i pożarłam się z twoją byłą to nie znaczy że teraz też będę miała na celu cię uśmiercić.- powiedziałam wywracając oczyma. No co? Ta jego była barbie była makijażystką i jak mnie malowała to wyglądałam gorzej jak ona, musiałam potem zmazywać to coś z twarzy bo grzechem było nazwać to makijażem i sama sobie od nowa robić, a i jeszcze płacić jej odszkodowanie za złamanie ręki.
-Jak już mówiłem wolę dmuchać na zimno.- powiedział, wywróciłam oczyma. -Szukam reszty dziewczyn z waszego zespołu.- dodał patrząc na mnie ze zniecierpliwieniem.
-W kiblu są, nie wiem co tam robią. Mi możesz powiedzieć, przekaże im.- powiedziałam.
-Nie przywalisz mi?- spytał. Pokiwałam przecząco głową. -Ale na pewno?- ponownie spytał.
-Jeśli jeszcze raz o to spytasz, to tak, przywalę ci tak że wypadną ci te niebieskie ślepka, obrócisz się z pięć razy, wylecisz przez okno i przy odrobinie szczęścia zamiast pod tramwaj wpadniesz pod samochód, a na dokładkę pobawię się w królewnę Śnieżkę, zaśpiewam przywołując tym ptaszki którym polecę wydziobanie ci wnętrzności. A jak chcesz to cię potem skrzeszę i... coś tam jeszcze wymyśle.- powiedziałam uśmiechając się do osłupiałego chłopaka.
-A może frytki do tego?- spytał.
-Nie, dzięki, przed chwilą wyjadłam większość Horanowi.- powiedziałam wspominając smak frytek, tak, te które wyrywamy komuś wbrew jego woli smakują najlepiej.
-I mnie nie zawołałaś? Ty gnido. Dobra mniejsza. Chodzi o to że zamiast za godzinę to wyjdziecie dopiero za jakieś dwie i pół.- powiedziała zaznaczając coś w trzymanych papierzyskach.
-Ale czemu?- spytałam.
-Jakieś problemy techniczne.- powiedział. Wyciągnął z ucha słuchawkę, odłożył papiery na mały stoliczek i opadł ciężko na niebieski fotel kładąc nogi odziane w niebiesko-czarne buty nike na taboret.
-Ale za to ja mam półtorej godziny spokoju.- powiedział obnażając niebieski aparat w uśmiechu. Klapnęłam na szary fotel obok i położyłam nogi na kolana chłopaka.
-To spoko. I myślałeś że dla tego cię ukatrupię?- spytałam.
-No wiesz, jesteś Zannie Mali, jesteś nieobliczalna.- odpowiedział.
-Super. Pożycz kredkę.- powiedziałam wyciągając do niego otwartą dłoń. Wyjął z kieszeni czarną kredkę i położył mi na dłoni za to ja dałam mu moje lusterko by mi je przytrzymał. Pociągnęłam delikatnie linię wodną.
-Dzięki skarbie.- powiedziałam oddając mu kosmetyk i odzyskując lusterko.
-Fajna bluza. Kiedy mi ją oddasz?- spytałam przyglądając się ubiorowi chłopaka, nie wiem czemu ale cholernie kocham męskie bluzy.
-Jak świnie zaczną latać.- powiedział poprawiając bluzę w kolorach butów.
-No to teraz trzeba załatwić Zaynowi skrzydła.- powiedziałam przybierając minę myśliciela. Eric się zaśmiał.
-Ale z ciebie podła suka.- powiedział.
-Eh nie schlebiaj mi tak bo się zarumienię.- powiedziałam łapiąc się rozkosznie za policzki. Razem z Erickiem zaczęliśmy się śmiać.
-Zannie?- przerwał mój śmiech melodyjny głos wydobywający się za moich pleców.
-Si?- odwróciłam się do stojącego za mną Liama.
-Ktoś czeka na ciebie przed wejściem.- powiedział wskazując kciukiem w kierunku drzwi.
-To go wpuść, nie chce mi się wstawać.- powiedziałam odganiając Liama gestem ręki. Po chwili w moją stronę biegł siedmioletni chłopiec z ciemnymi włoskami i dużymi, czekoladowymi oczkami.
-Zannie!- krzyknął wbiegając mi w ramiona.
-Moj Maksik.- powiedziałam podnosząc chłopca do góry. W naszą stronę szedł wysoki i masywny mężczyzna z takimi samymi oczami i włosami jak Maks tylko jeszcze plus lekki zarost.
-Witaj córciu.- powiedział przytulając mnie.
-Hej tatu.- powiedziałam oddając uścisk.
-Stęskniłem się za tobą Zannie.- zwrócił się do mnie Maks.
-Ja też się stęskniłam za moim małym braciszkiem.- powiedziałam robiąc z Maksem "noski-eskimoski".
-Maks? Chcesz poznać kogoś kogo baaardzo lubisz?- spytałam, bo doznałam olśnienia, innymi słowy przypomniało mi się że Maks wzoruje się na jednym z tych ciołków.
-Tak, tak! Bardzo!- krzyczał klaszcząc w raczki. Uśmiechnęłam się do niego.
-Zayn cepie! Do nogi!- krzyknęłam. Malik zjawił się szybciej niż mogłam bym powiedzieć "Zayn to idiota".
-Co ja pies?- spytał stając obok mnie.
-Tak, dobry piesiu, dobry Reksiu.- nabijałam się z niego.
-Dobra, chce ci kogoś przedstawić. Maks to jest ten Zayn, chłopak z plakatu, pamiętasz? Mówiłeś że ty będziesz tak kiedyś wyglądał i podrywał wszystkie dziewczyny.- zwróciłam się do braciszka.
-Zannie! Nie mów tak przy nim, robisz mi obciach!- oburzył się młody. Zayn cicho się zaśmiał.
-Oj dobrze, dobrze. Przepraszam jaśnie panie.- powiedziałam i postawiłam go na ziemi.

• Zayn •
Maks podszedł do mnie i spojrzał na mnie z dołu, kucnąłem przed nim tak by się z nim trochę zrównać.
-Zayn? Przytulisz mnie?- spytał słodkim głosikiem lekko się kołysząc i trzepocząc rzęskami. Przytuliłem go i wziąłem na ręce.
-Na żywo jesteś jeszcze bardziej do mnie podobny jak na plakatach, zdjęciach i filmikach razem wziętych.- powiedział szeroko się do mnie uśmiechając. No dobra, mały ma siedem lat, ale jak w przyszłości będzie wyglądać tak jak ja i te teksty mu zostaną to będzie miał od groma dziewczyn, pewnie już ma.
-Może kiedyś będziesz wyglądał jak ja, ale na razie bardziej do siostry jesteś podobny.- zaśmiałem się zerkając na Zannie, stała i patrzyła na nas ze szczerym uśmiechem.
-Do dziewczyny?! No ale Zannie jest piękna, prawda Zayn?- spytał.
-Piękna to mało powiedziane.- odparłem uśmiechając się do Maksa.
-Ale ty jesteś flirciasz. Nic dziwnego że Zannie kiedyś całowała twoje zdjęcie.- powiedział Maks.
-Maks!- krzyknęła Zannie spalając buraka, takiej to jej jeszcze nie widziałem, żeby Zannie się tak zawstydziła? Nie no nowe widoki.
-Skąd ty to w ogóle wytrzasnęłeś?!- krzyczała czerwona na twarzy.
-No wiesz, to że zamykasz drzwi na klucz to nie znaczy że nie mogę patrzeć przez dziurkę od klucza.- powiedział Maks gestykulując rączką.
-A skąd wiesz że to było zdjęcie tego niedoroba?- spytała wskazując na mnie, no dziękuję bardzo.
-Bo ty chodzisz, to znaczy chodziłaś do szkoły tak? Więc kiedy ty byłaś w szkole to ja zrobiłem tę sztuczkę której mnie nauczyłaś kiedyś, tą z otwieraniem drzwi drucikiem. No i weszedłem do twojego pokoju i wyjąłem zdjęcie spod poduszki, bo widziałem że tam je chowałaś, no i na nim był on.- sztuczka z otwieraniem drzwi drutem... a to już wiem jak Zannie weszła do mojego pokoju by zarypać mi mój lakier do włosów.
-Maks, przymknij się.- powiedziała Zannie przez zaciśnięte zęby.
-No ale to prawda! Mam kłamać twojego przyszłego męża?!- krzyknął oburzony Maks.
-No... yh... Co?!... Tak Nilla, już idę!- krzyknęła i pobiegła do łazienki. Ta... starożytna wymówka.
-Jest nieśmiała.- powiedział Maks uśmiechając się do mnie.
-Tak... na prawdę całowała moje zdjęcie?- spytałem.
-Tak. I cały czas was słuchała i miała bardzo, bardzo dużo waszych plakatów i zdjęć na ścianach i waszych rysunków. Ale to było jakiś rok temu i tak że lubiła was i nagle na drugi dzień schowała gdzieś to wszystko i powiedziała że już was nie lubi i jeszcze w ten sam dzień płakała, nawet nie wiem czemu. A chcesz zobaczyć jak wyglądał jej pokój jak was lubiła?- spytał z wielkim entuzjazmem, uśmiechnąłem się do niego i pokiwałem przytakująco głową. Postawiłem chłopca na ziemi i kucając czekałem.
-Tatu, dasz mi na chwilę telefon? Bo tatu ma tam zdjęcia pokoju Zannie.- spytał zwracając się do wysokiego, masywnego mężczyzny którego mógłbym określić starszym Taylorem Lautnerem. Mężczyzna wyjął z kieszeni telefon i chwilę stukał w ekran.
-Proszę Maksiu.- powiedział kucając przed Maksem i podając mu telefon uśmiechając się przy tym.
-Dziękuję tatu.- powiedział z uśmiechem i pocałował mężczyznę w policzek, wyglądało to co najmniej słodko, w każdym razie teraz, jakby był starszy to wyglądało by dziwnie. Maks podbiegł do mnie, wziąłem go na ręce.
-Popatrz Zayn, to jest twoja ściana.- powiedział z entuzjazmem podsuwając mi telefon pod nos. Przyjrzałem się fotografii, przedstawiała pomalowaną na czarno ścianę prawie caluteńką pokrytą moimi zdjęciami, plakatami, moje cytaty i solówki piosenek napisane białym markerem, na ścianie widniały też białe rysunki mojej osoby, serduszka i setki napisów typu "I Love Zayn". O wow, jakoś nie mogłem u wierzyć że to zdjęcie przedstawia pokój dziewczyny która na każdym kroku okazuje jak bardzo mnie nienawidzi.
-Przewijaj w prawo.- zwrócił się do mnie mężczyzna. Zrobiłem co polecił, na kolejnych zdjęciach były przedstawione inne ściany, ale już z całym zespołem i jedna na której były tylko rzeczy dotyczące Zannie i jej przyjaciółek. Ale najbardziej w pamięć wpadł mi duży, biały napis na "mojej" ściane, ponownie przewinąłem na przedstawiające ją zdjęcie, napis brzmiał "Beacause Love, Even Those With, There Will Always Be Love" (tłumaczenie: "Bo miłość, nawet ta bez przyszłości, zawsze będzie miłością"). Przeczytałem te słowa na głos.
-Zawsze jak mówiłem jej że nie ma sensu kochać się w kimś nieosiągalnym to mówiła te słowa.- powiedział z uśmiechem przyglądając się napisowi.
-Panie...- nie wiedziałem jak ma na imię.
-Taylor.- wow, jak trafiłem z tym starszym Taylorem.
-Panie Taylor, ona dalej się we mnie kocha?- spytałem.
-Na pewno, ona się tak łatwo nie odkochuje.- oznajmił.
-To czemu jest dla mnie taka nie miła?- to mnie męczyło, skoro mnie lubiła to czemu była wobec mnie jak lud?
-Chłopcze, nigdy nie spróbuj zrozumieć kobiet, to źle się kończy dla naszej męskiej psychiki.- powiedział klepiąc mnie po ramieniu, mimowolnie się zaśmiałem. W tej chwili podbiegł do mnie zdyszany Eric.
-Zayn gdzie są dziewczyny?- spytał gorączkowo.
-Łazienka.- powiedziałem. Eric pędem puścił się do damskiej toalety.

• Zannie •
Poprawiałam sobie fryzurę rozmyślając o tym za jak wielką idiotkę Zayn mnie teraz uważa, z mojego samosądu wyrwał mnie trzask drzwi od łazienki który wywołał Eric.
-Laski wychodzicie, teraz!- krzyknął zdyszany.
-Jak to teraz? Przecież miały być jakieś opóźnienia.- powiedziałam.
-Oj ale już naprawili, no pędem na scenę, czekają na was!- krzyknął, a my z dziewczynami jak oparzone wybiegłyśmy z łazienki i pobiegłyśmy w stronę sądu ostatecznego.

• Zayn •
-Zayn rusz się młocie!- krzyknął do mnie Hazza, postawiłem Maksa na ziemi, oddałem telefon jego właścicielowi i wraz z panem Taylorem i Maksem ruszyłem za chłopakami.
Dziewczyny zaśpiewały "Fourever Young", według mnie to był chyba ich najlepszy występ. Teraz stojąc za kulisami, mentalnie wspierając dziewczyny czekamy na ogłoszenie wyników. Trzecie miejsce zajęła jedna z starszych wokalistek, teraz kto zajmie drugie miejsce. Drugie miejsce zajął jakiś duet, chłopak i dziewczyna. I teraz znów ten stres, ten strach, adrenalina, to uczucie przerażenia, wątpliwości, gorączkowe rozważanie wszystkich za i przeciw, ta wielka nadzieja na wygraną. Dziewczyny stały trzymając się z całej siły za ręce, starały się z całych sił, czy ten wysiłek się im opłaci.
-Zwycięzcą dzisiejszej edycji programu X Factor zostaje...!- zaczął prowadzący, każdy z nas w duchu modlił się by usłyszeć jedna nazwę "Girl's Direction". Prowadzący oznajmił zwycięzcę. Dotychczasowe emocje zastąpiły smutek, żal, rozczarowanie... nie wygrały, nie zajęły nawet trzeciego miejsca. Dziewczyną zaczęły spływać po policzkach łzy, zwolniły uścisk dłoni, załamane wpatrywały się w ziemię, tylko Zannie podeszła do chłopaka który zwyciężył rzuciła ciche "gratuluję" i zbiegła ze sceny, a następnie wybiegła z budynku, pobiegłam za nią. Na dworze lekko padało, Zannie biegła w stronę parkingu, biegłem parę metrów za nią. Zatrzymała się na środku parkingu, powoli spojrzała na prawo i lewo i ot tak po prostu usiadła na ziemi, wyciągnęła z kieszeni papierosy chcąc jednego odpalić, ale nagle oprzytomniała zdając sobie sprawę z tego że pada deszcz, krzyknęła tylko "fack!", wyrzuciła papierosy gdzieś w bok i schowała twarz w dłoniach. Podszedłem do niej powoli i usiadłem obok.
-Zjeżdżaj.- syknęła nie patrząc na mnie. Objąłem ją ramieniem na co ona szybko wyrwała się z mojego uścisku.
-Jeszcze aż tak zdesperowana nie jestem żeby oczekiwać od ciebie litości.- powiedziała. Słyszałem jak głos się jej załamuje, jak cicho szlocha, niby nie zależało jej na tym całym zespole czy wygranej, ale ta przegrana ją załamała, po raz pierwszy widziałem jak Zannie płacze.
-Ja się nad tobą nie lituje, chcę tylko cię trochę pocieszyć.- powiedziałem znów próbując objąć ją ramieniem, ale efekt był taki sam jak po przednio.
-Zayn, odwal się ode mnie! Od kiedy się do was wprowadziłam to maltretujesz mnie na każdym kroku! Daj mi wreszcie święty spokój! Czego ty ode mnie cholero chcesz?!- zaczęła krzyczeć odrywając twarz od rąk. Jej oczu nie wypełniała złość, tylko smutek, żal, ból, rozczarowanie, pełno łez, zero złości. Patrzyła na mnie tymi czekoladowymi oczami, zwykle wypełnionymi satysfakcją z udanej docinki lub śmiechem widząc jak Niall i Nilla biją się o paczkę pianek, teraz nie mogłem patrzeć w te oczy od których bił taki smutek, nie mogłem patrzeć jak ona tak cierpi, aż mnie serce bolało. Jej wargi lekko drżały, nie wiem czy ze szlochu czy z zimna, mokre włosy opadały jej na czoło i na prawy policzek, łzy i krople deszczu mieszały się ze sobą spływając po jej twarzy.
-Zannie ja... nie płacz.- powiedziałem i przytuliłem ją do siebie.
-Puść mnie do cholery! Zayn!- krzyczała próbując się wyrwać, ale po chwili zrezygnowała z dalszego szarpania się i wtuliła się we mnie zanosząc się jeszcze większym płaczem, pogoda jakby odzwierciedlała jej uczucia, bo z deszczu zrobiła się potworna ulewa. A my siedzieliśmy tak wtuleni w siebie, moknąc coraz bardziej na zimnym asfalcie na środku parkingu samochodowego.
-Zannie chodźmy do środka, leje deszcz, a ty jesteś tylko w bluzce na ramiączkach i cienkiej bejsbolówce, jeszcze się zaziębisz.- powiedziałem wstając i podnosząc dziewczynę do pozycji stojącej. Objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się w mój bok, i tak szliśmy do budynku gdzie zostawiliśmy resztę naszych zespołów. Gdy weszliśmy już do środka Zannie odczepiła się od mojego boku.
-Zayn nic się nie działo, oke? Żadnych czułości ani nic, nic takiego nie miało miejsca jasne?- spytała znów patrząc na mnie tym swoim obojętnym wzrokiem.
-Eh... oczywiście.- odparłem zrezygnowany, już miałem nadzieję że jej stosunek do mnie się zmienił, a tu wszystko poszło się pieprzyć.
-Zannie, przygryzałaś wargę jak czekaliście na wyniki?- spytałem patrząc na jej usta. Zawsze jak ona się stresuje lub widzi, myśli bądź mówi o czymś co jej się podoba to przygryza wargę.
-Tak, a co?- spytała unosząc pytająco brew.
-Masz lusterko?- spytałem. Wyjęła z kieszeni lusterko i spojrzała w nie.
-Fack.- syknęła pod nosem, patrząc na odbicie swojej, lekko zakrwawionej, dolnej wargi, no nieźle musiała się w nią wgryźć.
-Dobra, cholera z wargą, zimno mi.- powiedziała i ruszyła do garderoby.

• Zannie •
Ruszyłam do garderoby, ale po drodze pomyślałam że nie mogę pokazać się dziewczyną w takim stanie, zapłakana i przemoknięta z nadgryzioną wargą, więc skręciłam jeszcze do łazienki. Papierowym ręcznikiem starłam rozmazany od płaczu makijaż, a wargę przemyłam zimną wodą, niestety na to że wyglądałam jak by mnie ze stawu wyłowili w tej chwili poradzić nic nie mogłam. Wykonując czynności oczyszczania twarzy i doprowadzania do normalnego stanu wargi myślałam o tym co zaszło na dworze miedzy mną, a Zaynem. Niby do niczego nie doszło w końcu jedyne co to się przytuliliśmy, nawet nic sobie nie mówiliśmy, ale już sam fakt że byliśmy tam razem i on jeszcze nie zginął spod moich rąk za pierwszą próbą przytulenia mnie to było za dużo. Od pierwszej chwili spotkania z nim na mojej werandzie, ba nawet już w telewizji pokazywałam moje negatywne nastawienie co do niego, a on mimo to zawsze był dla mnie miły, mimo tego że traktowałam go jak śmiecia, nawet teraz na dworze kiedy w całej okazałości przekazałam mu że mam go dość, ale tak na prawdę w mojej głowie skarciłam się za tamte słowa, za to że skłamałam. Szczerze to ja lubię Zayna, a nawet... kocham? Nie, to zbyt mocne słowo. Od tamtej chwili kiedy go rzekomo znienawidziłam, w środku kochałam... hola, hola! Lubiłam go dalej, ale coś w mojej głowie kazało mi go nienawidzić, chociaż cała sytuacja nawet nie była jego winą. Dobra koniec tych rozmyśleń Zannie, myślenie zostaw mądrzejszym, bo się jeszcze zmęczysz, szczerze to już się zmęczyłam. Spojrzałam w lustro w celu sprawdzenia efektu mojej pracy. Nie mam opuchniętych oczy, rozmazanej "pandy" na około nich, ani czerwonych polików, warga też nie licząc lekkiego rozcięcia wygląda jako tako. Spoko mogę iść do dziewczyn. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby, spojrzałam jeszcze przelotnie na kartkę przyklejoną na jej drzwiach, widniała na niej nasza nazwa zespołu i nasze "autografy", uśmiechnęłam się patrząc na mój podpis ozdobiony diabelskim motywem. Otworzyłam powoli drzwi i weszłam zamykając je za sobą, rozglądnęłam się po garderobie. Cztery ściany w kolorze pudrowego różu którego nienawidzę, podłoga wyłożona jasnymi panelami, biały sufit z dwoma niedużymi lampami, trzy toaletki pozastawiane różnymi rodzajami kosmetyków i pozaklejanymi zdjęciami lustrami, mnóstwo wieszaków na których wisiały różne, zwykle nieużywane ciuchy i pięć kolorowych foteli na których w tej chwili siedzieli zasmuceni One Direction i załamane Girl's Direction, a raczej Lost Girls. Chciałam usiąść, ale mój biały fotel był zajęty przez Zayna, więc opadłam na ziemię i oparłam się plecami o drzwi. Harriet siedziała wtulona w mokre, za pewnie od łez ramię Hazzy, Lia i Liam siedzieli obok siebie na jednym fotelu (były wystarczająco duże by pomieścić dwie osoby) trzymając się za ręce i bezczynnie patrząc w podłogę, Louisa siedziała na kolanach Lou wtulona w jego klatkę piersiową, Nilla cicho pochlipywała wtulona w Nialla z resztą Niallerowi też ciekły pojedyncze łzy, a Zayn siedział i wlepiał we mnie swój zaiste czekoladowy wzrok, wciąż tak jak ja cały ociekał deszczówką. Każda z dziewczyn miała lekko zapuchnięte oczy i rozmazany makijaż, chłopcy raczej nie płakali z wyjątkiem Nialla. Siedzieliśmy tak bezczynnie dobre 15 minut, do puki ktoś nie zaczął się delikatnie dobijać do drzwi. Z trudem wstałam z podłogi i otworzyłam torturowaną pukaniem dechę drewna, za nią stał Maks, od razu wbiegł i przytuliła się do moich jeszcze mokrych nóg, zaraz po Maksie do garderoby wszedł mój tata.
-Młodzieży, zbierać się.- powiedział tylko i wyszedł zamykając za sobą drzwi, ja nie robiąc sobie nic z jego słów znów opadłam w poprzedniej pozycji, a Maks usiadł obok mnie i przytulił się do mojego boku. Cała reszta łącznie z Niallą i Niallerem którzy jakieś 5 minut temu przestali podlewać rzęsy, wzięli się za zbieranie swoich rzeczy.
-Zannie czy ty w ogóle wzięłaś coś na przebranie?! Albo coś cieplejszego w razie pogorszenia się pogody?! Nie, bo po co! Pogoda jest wiecznie piękna i nigdy się nie psuje! Pomyśl co teraz założysz, wiem że mamy tylko drogę od tond do parkingu, a potem od samochodu do domu, ale popatrz jak ty wyglądasz! Jesteś cała przemoczona, nawet przechodząc tylko tą drogę przez parking możesz zachorować przez tą ulewę! Co w ogóle tobie i Malikowi przyszło na myśl by w czasie takiego oderwania chmury sobie jakieś spacerki urządzać, a już zwłaszcza tobie?! Przecież dobrze wiesz że bardzo łatwo chorujesz!- krzyczała do mnie nasza wielce przewrażliwiona Mammy.
-Lia wszystkim nam jest przykro że przegrałyśmy, ale to nie znaczy że masz się na mnie wyżywać.- powiedziałam z spokojnie.
-Ja się nie wyżywam! Ja się martwię!- krzyczała jeszcze głośniej.
-Mammy nie krzycz, proszę. Głowę mi rozsadza od środka.- powiedziałam krzywiąc się. Jak zaczęła krzyczeć to zaczęło mi boleśnie pulsować w głowie.
-Co? Głowa cię boli?- spytał Zayn klękając obok mnie. Maks odsunął się ode mnie i wyczekująco na mnie patrzał.
-Trochę.- powiedziałam. Chciałam wymyślić jakąś docinkę, ale pomyślałam że to było by trochę bezcelowe. Zayn przyłożył mi delikatnie dłoń do czoła.
-Jest rozpalona. Jest tu gdzieś termometr?- spytał zwracając się do reszty. Lia pogrzebała trochę w torbie i podała Malikowi termometr, on z kolei podał go mnie. Odchyliłam bluzkę i włożyłam termometr pod pachę.
-Przestańcie się na mnie gapić, czuje się niekomfortowo.- powiedziałam, bo cała wiara zebrała się na około mnie, wszyscy oprócz Zayna wstali i kontynuowali poprzednią czynność. Po chwili termometr zaczął piszczeć, wyciągnęłam go i nie patrząc na wynik podałam mulatowi.
-38.3, rzeczywiście łatwo choruje- powiedział podając termometr Mammy. Lia chwyciła się za głowę i głośno westchnęła, wyłączyła termometr i wrzuciła go z powrotem do torby.
-Maks idź do taty i powiedz mu że wpadnę do was jutro, bo teraz nie mam ochoty z nikim rozmawiać, ale pod żadnym pozorem nie mów mu że mam gorączkę jasne?- zwróciłam się do brata, jeszcze tego brakowało by się tata dowiedział, nadopiekuńcza Mammy mi wystarczy.
-Dobrze Zannie, ale wróć szybko do zdrowia.- powiedział Maks i mocno mnie przytuliła. Przesunęłam się w bok by nie taranować drzwi, Zayn je otworzył i wypuścił Maksa.
-Musimy szybko jechać do domu i zbić jej temperaturę.- powiedział Malik, kurde jak on się o mnie martwi aż mi się głupio zrobiło. Wszyscy przytaknęli i zaczęli się zbierać.
-Załóż to.- powiedział Zayn kiedy byliśmy już przy wyjściu na zewnątrz, podawał mi swoją szarą bluzę w myszkę Mickey.
-A ty?- spytałam, w końcu Zayn też był cały przemoczony, jedyne co miał suche i cieplejsze to bluza którą mi dawał.
-Ja mam lepszą odporność.- powiedział uśmiechając się, wzięłam od niego bluzę i włożyłam na siebie, była o wieeele za duża i baaardzo przesiąknięta zapachem Malika, co nie powiem nie przeszkadzało mi ani odrobinę, kocham męskie bluzy i zapach Zayna. Założyłam kaptur, naciągnęłam rękawy i wyszłam za resztą. Padało jeszcze mocniej o ile w ogóle było to możliwe. Kiedy byliśmy już w połowie parkingu zatrzymałam się, bo zakręciło mi się w głowie.

• Zayn •
-Kręci mi się w głowie.- usłyszałem cichy głos Zannie przebijający się przez szum deszczu. Odwróciłem się do tyłu, Zannie stała trzymając się jedną ręką za głowę, krzywiąc się i lekko zataczając. Podszedłem do niej i wziąłem ją pod rękę, po chwili doszliśmy do samochodu.
-Co jest?- spytała Louisa widząc że Zannie nie jest w stanie iść sama.
-Kręci jej się w głowie.- powiedziałem pomagając wsiąść Zannie do samochodu, w właściwie do małego busa, od kiedy dziewczyny z nami mieszkają to Lou zainwestował w nowy pojazd. Wsiedliśmy wszyscy do środka i zaczęliśmy jechać. Zannie siedziała oparta o moje ramie, zdjąłem jej kaptur i przyłożyłem mój mokry rękaw do jej rozpalonego czoła. Uniosła głowę i spojrzała na mnie znad przymrużonych powiek.
-Zayn?- powiedziała zmęczonym głosem.
-Tak?- spytałem.
-Śliczny jesteś wiesz? Kocham cię.- powiedziała jeszcze bardziej zmulonym głosem i wtuliła się w mój bok przymykając przy tym powieki.
-Lou! Jedz szybciej! Ona zaczyna majaczyć!- krzyknąłem.
____________________________________________________
No nareszcie! Myślałam że już nigdy nie napiszę tego rozdziału. Ale i tak mi się nie podoba ;\ Za bardzo nakręciłam z uczuciami Zannie. Ale jest, alleluja!
Polecany blog na dziś: [LINK] autorka: Majls Nie wiem czemu, ale coś mnie ostatnio wzięło  na Larr'ego i Ziall'a ^^
Pozdrawiam xoxo

A tu taki mały, zerżnięty z tego bloga komiks ;)

"Rozmowa z moimi rodzicami o One Direction"
Ja: Mi najbardziej podoba się Zayn.
Mama: To ten taki ładny co mi go pokazywałaś?

Ja: Dokładnie tak!
Tata: Że kto?
Ja: Zayn Malik, on jest Pakistańczykiem, a na drugie ma Jawaad, i jest muzułmaninem!!! ♥
Tata: Aha.
Ja: Mamo ładny on jest prawda?
Mama: No bardzo, taki brunet, bardzo fajny :)
'Ja pokazuje zdjęcie tacie'
Tata: Ale piękny, naaaprawdę, że on niby ładny jest?

Ja:

Mama do taty: Ładny, ładny, do ciebie troszeczkę podobny!

Tata: Nie?! Wcale nie. Nie jest podobny.
Ja: Ha! Nie podobny, bo młodszy i ładniejszy! ;]
Tata:
Mama: Zaprzeczyć, nie zaprzeczę ;) jakbym była w twoim wieku to bym go brała!

Ja: Mamo, co za słownictwo!
Mama: No co?! Sama na pewno też tak myślisz!

Ja:
Tata: Baby są okropne...
Ja z mamą: